KATECHUMENAT XX WIEKU

Karol Wojtyła

Karol Wojtyła

Ks. Karol Wojtyła (1920–), Personalista w etyce, który doświadczył dwóch totalitaryzmów: hitleryzmu i komunizmu. W 1952 roku jako młody ksiądz katolicki napisał profetyczny artykuł na temat katechumenatu. W ten sposób zainspirował Sobór Watykański Drugi (1962 – 1965). W roku 2002 jako Ojciec Święty Jan Paweł II zatwierdził Statuty Drogi Neokatechumenalnej (katechumenat pochrzcielny), zainicjowanej przez Kiko Argüello i Carmen Hernández (Hiszpania).

Pierwszy raz w historii został zatwierdzony katechumenat pochrzcielny, czyli możliwość wzrastania w apostolskiej wierze Kościoła po chrzcie dla osoby ludzkiej.

„Idźcie i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego” (Mt 28,19).

Rozważania niniejsze zbudowane są na kanwie liturgii wigilii wielkanocnej.

1. Odkrycie wielkanocne

Wiele wskazuje na to, że prastara ta liturgia, którą przez szereg stuleci, bo od średniowiecza, odprawiano w godzinach porannych Wielkiej Soboty, powróci na swe dawne miejsce. Pierwotnie bowiem wypełniała ona noc. Była to noc Zmartwychwstania, więc wyznawcy Chrystusa spędzali ją na czuwaniu (vigiliae), które rozpoczynało się póśnym wieczorem. Wtedy to święcono ogień i zapalone od niego nowe światło wprowadzano do świątyni i domostw. Wraz z tym nowym światłem wchodzi symbolicznie w życie wierzących zmartwychwstały Chrystus – Światłość świata.

(Odtąd świeca paschalna będzie uzmysławiać obecność Zmartwychwstałego w kościele). Symbol światła zawsze kojarzono z dziedziną poznania. W liturgii wigilijnej Wielkanocy wyraża on to olśniewające światło, jakie zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa rzuca na poznanie Jego postaci oraz prawd, które głosił. To samo światło poznania obejmuje więc Postać i prawdy, jest ono z istoty swej nadprzyrodzone, a zwie się wiarą. Kiedy wiara przyjmuje się w rozumie ludzkim, dzieje się to pod wewnętrznym działaniem łaski, a dzieje się dlatego, że rozum nasz ulega wymowie faktu zmartwychwstania.

Szczegóły powyższe nabierają pełnego znaczenia, kiedy sobie uświadomimy, że właśnie w tę noc zastępy katechumenów docierały do Chrztu św. Chrzest jest sakramentem wody. W liturgii wigilii wielkanocnej żywioł ognia–światła wyprzedza żywioł wody. Przemawiał on naprzód do katechumena, w nim przyjmował Chrystusa jako światłość świata, zanim jeszcze mu było danym odrodzić się z wody i z Ducha Świętego. A swoją drogą cała liturgia okresu Czterdziestodniowego (Wielkiego Postu) pracowała systematycznie nad wytworzeniem w umyśle i w sercu katechumena „wewnętrznej przestrzeni” dla światła Wielkiej Soboty. O ile znamy tę liturgię codzienną Wielkiego Postu, te lekcje i ewangelie, te traktusy i introity, to musimy się zastanowić głęboko nad metodą, której wówczas używano, ażeby katechumenów wtajemniczyć w Chrystusa i prawdy, które głosił… „wtajemniczyć” – wyrażenie to jest tutaj jedynie na miejscu, chodzi bowiem o tajemnice. Katechumeni mieli nabyć wiedzę o rzeczywistości nadprzyrodzonej, do której rozum ludzki sam z siebie nie dociera, zatrzymuje się na jej progu, a do której musi zostać pociągnięty łaską. Starano się wtedy stworzyć warunki zewnętrzne dla procesów tej łaski wiary, czyniono to zaś z całą prostotą, z zaufaniem do zdobywczej mocy słowa Bożego zawartego w Starym i Nowym Testamencie. Liturgia miała na celu towarzyszyć całemu procesowi tego wtajemniczenia, osłaniać go niejako od zewnątrz pewną formą wyrazu i obrzędu, nawet poniekąd sprawdzać stopniowe jego dojrzewanie. Liturgia zaś wigilii wielkanocnej miała raz jeszcze objąć cały ten proces i rzucić nań snop światła bijący ze Zmartwychwstania; po czym przekonana, że w tym świetle musiał on ostatecznie dojrzeć – przejdzie do Sakramentu wody i Ducha Świętego, do Chrztu, który jest znakiem i faktem zarazem wtórych narodzin.

„Czyż może się człowiek narodzić po raz wtóry?” – pytał Jezusa Nikodem podczas nocnej rozmowy. – Ludzie, którzy przybliżali się do Sakramentu wody musieli już uprzednio znaleźć przekonywającą odpowiedź właśnie na to pytanie. Światło zaś Wielkiej Soboty musiało wykończyć w nich wewnętrzny proces przekonania. W ten sposób żywioł światła i żywioł wody wspierały się, współpracując w świadomości katechumena.

„Czyż może się narodzić po raz wtóry” – człowiek, który już żyje? Czyż może być jakie jeszcze życie, którym nie żyje dotąd? Bo „narodzić się” to znaczy „zacząć żyć”.

Wtajemniczając katechumenów musiano im nieraz postawić to pytanie, to pytanie przede wszystkim. I oni sami musieli je sobie nieraz stawiać. Dlaczego uwierzyć w Boga, którego Chrystus głosi swoim Ojcem, dlaczego uwierzyć w samego Chrystusa, dlaczego przyjąć chrzest – to nie znaczy tylko „uwierzyć” ale „narodzić się po raz wtóry” – „zacząć żyć?” Skąd wiemy, że wówczas nie tylko przystępujemy do pewnego wyznania, do pewnej religii, ale bierzemy w siebie nowe Życie? – Jeżeli liturgia wigilii wielkanocnej ma stanowić wykończenie długiego procesu wtajemniczania, wychowywania wiary w katechumenach, to musi im ona ukazać to Życie, które w nich wstępuje, do którego się wewnętrznie rodzą przez Sakrament Chrztu. I to właśnie liturgia owa spełnia.

Wprawdzie o samym fakcie Zmartwychwstania opowiada dopiero we Mszy św., a czyni to w sposób zarazem zwięzły i naoczny tak jak uczyniły to Ewangelie. Ale właśnie w tym leży jej geniusz. Fakt historyczny zmartwychwstania nie wyczerpuje całej rzeczywistości Zmartwychwstania. Tej zwięzłej relacji św. Marka czy Mateusza nie da się osadzić w rozumie ludzkim tak samo jak tylu innych sprawozdań o zdarzeniach, bo wtedy będzie się ona kłóciła z całą prawidłowością jego myślenia nie przywykłego do takich zdarzeń.

Rozum ludzki zatem albo przyjmie całą rzeczywistość Zmartwychwstania, albo nie przyjmie faktu zmartwychwstania w ogóle. I to właśnie wyczuwa liturgia wielkanocnej wigilii. Przyjąć całą rzeczywistość Zmartwychwstania to znaczy przyjąć ją w łączności z całym porządkiem nadprzyrodzonych tajemnic, a zatem – przyjąć ją w nadprzyrodzonym świetle poznania. Kiedy więc w ciemnym zupełnie kościele zapłonie pierwsza świeca paschalna i diakon zapaliwszy ją da świadectwo Chrystusowi jako Światłości świata, to wówczas nie chodzi tylko o skojarzenie z tym „historycznym” blaskiem, który w nocy po szabacie, jak podaje ewangelista Mateusz, oślepił strażników grobu, nie chodzi więc o światłość, która przeraża, ale o światłość, która otwiera wewnętrzny wzrok duszy na nowe Życie. W tym znaczeniu Chrystus jest światłem.

I to właśnie światło, światło takiego nadprzyrodzonego poznania, pozwala dopiero odkryć owo Życie, do którego się rodzimy po raz wtóry. Pozwala zaś odkryć je niejako doświadczalnie, naocznie w Zmartwychwstałym. Oto naprawdę żyje człowiek, który rzeczywiście umarł. Śmierć nale ży do zwyczajnego biegu natury, nad tym czuwają jej prawa. Jeśli żyje ten, kto rzeczywiście umarł, to normalny, zdrowy umysł ludzki nie może w tym nie dostrzec jakiegoś przełamania praw natury. A poza tym nie wyjaśniają mu tutaj niczego same rozumowe dociekania na temat nieśmiertelności duszy, widzi bowiem żyjącym całego człowieka, a nie duszę tylko. A dalej: zmartwychwstanie nie jest tylko powrotem do życia. Katechumen w ciągu okresu czterdziestodniowego słyszał o wskrzeszeniach, których dokonywał Jezus podczas swej działalności. Jednak tamci ludzie wskrzeszani wracali do życia, jakie prowadzili przed tym, zanim przeszli granicę śmierci. Tymczasem Jezus zmartwychwstały nie wraca do życia, jakie wiódł przedtem. To widzieli i czuli i przekazali wszyscy świadkowie naoczni. On właśnie ujawnia pełne Życie ludzkie, jakie jest poza granicą śmierci i grobu. Pełne życie człowieka. Otóż ludzie, którzy kiedykolwiek uczestniczyli w nocy Zmartwychwstania, musieli odkryć w tym fakcie Życie, którego si- ły natury nie potrafiły przełamać. A jeśli nie potrafią go przełamać, stąd prosty wniosek – że nie zdołają go też i wydać z siebie. Leży więc ono ponad zasięgiem ich działania, a więc jest ponadnaturalne, nadprzyrodzone.

Odkrycie takiego życia jest ogromnie ważne zwłaszcza tej nocy, w ciągu której katechumeni mają się narodzić powtórnie. To odkrycie daje odpowiedź na pytanie, które ongiś postawił Nikodem: „czyż może się człowiek narodzić powtórnie?” – „narodzić” to znaczy: „zacząć żyć” – ale jakim życiem? W zmartwychwstaniu Jezusa znajduje się pełna odpowiedź, a raczej znajduje się w całej Jego nauce, a unaocznia się w Zmartwychwstaniu. Brzmi ona tak: zacząć żyć tym samym życiem, które ujawniło się w Jezusie po zmartwychwstaniu, którego przełamać nie mogły siły natury, a więc i wydać go z siebie nie potrafią – życiem tedy, które jest w Człowieku-Chrystusie całkowicie z Boga, ono bowiem – nadprzyrodzone, zaszczepione w naturalnym życiu ludzkim daje pełne życie człowieka.

2. Świadomość tajemnic

Tyle mógł odkryć katechumen sprzed stuleci w fakcie zmartwychwstania Chrystusowego, i tyle odkryć może również człowiek dzisiejszy, jeżeli się wmyśli głęboko w ów fakt. Niemniej odkrycie takie nie stanowi jeszcze całkowitej treści wtajemniczenia wielkanocnego. I liturgia wielkosobotnia poprowadzi głębiej jego myśl i jego wiarę. Od chwili kiedy ta ludzka myśl zetknęła się w fakcie zmartwychwstania z samym Życiem, z samym żywym przejawem porządku nadprzyrodzonego, od tej chwili stała się podatniejsza na udział w tajemnicach, bez których nie podobna przyjąć pełnej rzeczywistości Zmartwychwstania. To zaś naoczne ujawnienie Życia również dlatego jest takiej wagi, gdyż tajemnice nadprzyrodzone przynależą do rzeczywistości Boga żywego – Boga, który żyje w Sobie własnym, Bożym życiem – i człowieka, który może żyć w kręgu żywego Boga, uczestnicząc w Jego życiu.

Otóż człowiekiem takim przede wszystkim jest Jezus Chrystus, jak to definitywnie ujawniło się w zmartwychwstaniu. Ludzkie jego życie jest faktem historycznym, historyczne jest samo jego człowieczeństwo. Natomiast Jego udział w życiu Boga jest ścisłą tajemnicą wiary. I w świetle tej wiary ów udział Człowieka-Jezusa w życiu Bożym przybiera charakter jedynego w swoim rodzaju zjednoczenia z Bogiem – mianowicie zjednoczenia osobowego. Mocą tego zjednoczenia Jezus Chrystus jest Bogiem. Jego bowiem natura ludzka, właśnie Jego historyczne człowieczeństwo tworzy jedność z Osobą Boga-Syna (Słowa). W taki sposób Jezus Chrystus staje się przedmiotem nadprzyrodzonej wiary. Przedmiotem wiary jest Jego Bóstwo oraz samo osobowe zjednoczenie Bóstwa z naturą ludzką. Człowiek tedy wierzący, chrześcijanin – to ten, co umie odnaleźć w tym konkretnym, historycznym Człowieku-Jezusie Chrystusie zjednoczenie osobowe z Bogiem-Synem – umie – to znaczy znajduje po temu w swym poznaniu potrzebne światło: światło wiary. Światło to służy mu do odkrycia w Chrystusie tajemnicy, która zowie się Tajemnicą Wcielenia. I otóż, kiedy w noc wigilijną Zmartwychwstania Jezusa-Człowieka wierny ma nie tylko przypominać sobie historyczne wydarzenie, ale ma ujrzeć całą i pełną rzeczywistość tego Faktu w świetle wiary, musi go zobaczyć łącznie z całą Tajemnicą Wcielenia, w jej perspektywie. Wówczas będzie mógł logicznie tłumaczyć sobie owo Życie, które ujawniło się w Człowieku-Jezusie poza granicą śmierci i grobu jako własność samej Osoby Chrystusa. Logika wiary poprowadzi go od faktu zmartwychwstania do Tajemnicy Wcielenia: sam żyjący Bóg objawił się w tym Człowieku, który zmartwychwstał własną mocą – objawił się jako człowiek. Znajdujemy się, rzec można, w samym zenicie Tajemnicy Wcielenia.

Gdyby jednakże nasza wiara skupiła się wyłącznie na świadomości tej tajemnicy, wówczas nie dotarłaby jeszcze do odkrycia całkowitej treści tego, co zawiera się w liturgii nocy Zmartwychwstania. Liturgia ta bowiem nie skupia nas tylko przy samym Bóstwie Człowieka zmartwychwstałego, nie zatrzymuje nas w zdumieniu i podziwie dla Jego osobistej tajemnicy, ale wyraźnie zmierza w stronę człowieka każdego, przynajmniej każdego z tych, co uczestniczą w czuwaniu wielkanocnym. Znajdują oni tam wszyscy swoje własne miejsce, bardziej może niż kiedykolwiek indziej w ciągu roku kościelnego. Chodzi o to, ażeby wszyscy zrozumieli, że Zmartwychwstanie nie jest tylko czymś w Chrystusie, rzeczywistością w Chrystusie, ale jest również czymś w każdym z nas osobiście – jest rzeczywistością w nas. Przez co? – Przez Sakrament. I dlatego rysem znamiennym liturgii wigilijnej Wielkanocy jest wysunięcie Sakramentu przed Fakt. Co to znaczy? – Znaczy naprzód rzecz bardzo prostą: że mianowicie tej nocy chrześcijanie skupiali się szczególnie dla przyjmowania Sakramentów świętych: Chrztu, Eucharystii, Kapłaństwa. Zjawisko to jednak kryje w sobie szczególną głębię nadprzyrodzonej świadomości. Trzeba sięgnąć do tej głębi i w niej odkryć właściwe racje, dla których Kościół w liturgii tej nocy tak wyraźnie wiąże Sakrament i Fakt, owszem wręcz wysuwa Sakrament przed Fakt. Przez Sakrament bowiem właśnie – tak jest według logiki wiary – Zmartwychwstanie, które unaocznia się nam tej nocy jako rzeczywistość w Jezusie Chrystusie, staje się równie ż analogiczną rzeczywistością w każdym z nas. Jeżeli więc liturgia tej nocy ma niejako przenieść zmartwychwstanie na wszystkich, którzy w niej uczestniczą, powiedzmy więcej: jeżeli ma objąć samą rzeczywistością Zmartwychwstania ich wszystkich, to może to uczynić tylko przez Sakrament. Jak tedy fakt zmartwychwstania Człowieka-Jezusa, jeżeli ma być przez nas przyjęty w ca- łej pełni, musi nas prowadzić do Bóstwa tego Człowieka, innymi słowy – do Tajemnicy Wcielenia, tak z drugiej strony ten sam Fakt prze- żyty sakramentalnie musi nas prowadzić do odnalezienia w sobie rzeczywistego uczestnictwa w Życiu Bożym, innymi słowy – do Tajemnicy Łaski. W takim zaś razie liturgia wigilii wielkanocnej, wiążąc Sakrament z Faktem, a poniekąd wręcz wysuwając Sakrament przed Fakt, pracuje w nas nad rozszerzeniem i pogłębieniem świadomości nadprzyrodzonych tajemnic, a bezpośrednio – nad powiązaniem Wcielenia i Sakramentu, Wcielenia i Łaski.

Tajemnica Wcielenia według nauki Ojców często bywa określana jako początek i pierwowzór wszystkich sakramentów Kościoła. Znaczy to, że Tajemnica Wcielenia, a więc owo osobowe zjednoczenie Boga z człowiekiem urzeczywistnia w sobie na Sposób wzorczy to, co się zawiera we wszystkich sakramentach Kościoła ustanowionych przez Jezusa Chrystusa. A jeżeli tak – to znaczy to dalej, że Jezus Chrystus, ustanawiając Sakramenta chciał przez nie odtworzyć, odwzorować w żywych, konkretnych, historycznych ludziach, którzy Kościół kiedykolwiek tworzyli i tworzyć będą – Tajemnicę Wcielenia. Ich ludzkie życie rozrzucone na różnych odcinkach historii miało zamknąć w sobie żywe uczestnictwo w Bóstwie, w wewnętrznym życiu Boga. Aby jednak takie uczestnictwo stało się rzeczywistością w obrębie natury ludzkiej, w tym celu w duchowym życiu człowieka trzeba zaszczepić pewne nowe przymioty, nowe uzdolnienia wewnętrzne. Jeżeli człowiek ma się zjednoczyć wewnętrznie z Bogiem, tak że pozostając sobą – ze swoją naturalną ludzką osobowością – ma jednak że całym swoim wnętrzem, a więc swoim poznaniem, swoją miłością – brać rzeczywisty udział w życiu wewn ętrznym Boga, na to potrzeba koniecznie nowych pierwiastków życia, nowych sił życiowych w tym ludzkim wnętrzu. Dopiero takie siły i uzdolnienia, takie sprawności współmierne względem ściśle nadprzyrodzonej Rzeczywistości Boga żyjącego – a więc same nadprzyrodzone i same żywotne – mogą sprawić to żywotne uczestnictwo. One to dadzą człowiekowi nadprzyrodzone zjednoczenie z Bogiem. I takie zjednoczenie przez łaskę, która zwie się uświęcającą, bo odtwarza w duszy ludzkiej samą świętość Istoty Bożej, przez łaskę, która stanowi w duszy bezpośrednie źródło nadprzyrodzonych sił i sprawności, cnót i darów – stanowi o rzeczywistym uczestnictwie w Bogu. Ten udział człowieka, wielu historycznych ludzi, w wewnętrznym życiu Boga jest ścisłą tajemnicą wiary, podobnie jak tajemnicą wiary jest Wcielenie. Wcielenie – tajemnicą wzorem, łaska – odwzorowaniem analogicznym. I oto człowiek wierzący w Chrystusa – chrześcijanin musi dostrzegać tę analogię. I w jednym i w drugim wypadku zachodzi takie zetknięcie: historycznego człowieka z tajemnicą. Wydarzeniami swego życia mieści się Człowiek-Chrystus i człowiek-chrześcijanin w granicach historii, zajmując różne jej odcinki, tajemnicą swego zjednoczenia z Bogiem wykracza z granic historii i więcej jeszcze: wykracza z granic natury uczestnicząc w samym Bóstwie. Człowiek-Chrystus jako Bóg-Syn, człowiek-chrześcijanin jako żywy podmiot łaski.

I oto cała liturgia katechumenatu, a w szczególności cała liturgia nocy zmartwychwstania, zmierza do takiej rozszerzonej, wykończonej świadomości tajemnic. Człowiek wierzący, katechumen dojrzały do Chrztu, chrześcijanin – to ten, który nie tylko umie odnaleźć w konkretnym, historycznym Człowieku-Jezusie Chrystusie tajemnicę zjednoczenia osobowego z Bogiem-Synem, ale również umie odnaleźć w sobie, w konkretnym człowieku rzuconym na dany odcinek historii, powołanie do tajemnicy zjednoczenia z żyjącym Bogiem przez łaskę, do uczestnictwa w Życiu. Umie – to znaczy: znajduje po temu w swym poznaniu potrzebne światło: światło wiary. Owo światło pozwoli mu ujrzeć pełną rzeczywistość Zmartwychwstania, a w tej rzeczywistości odkryć Wcielenie i łaskę. Wcielenie jest pierwowzorem łaski, łaska zaś wszelka od najskromniejszych swych przebłysków do najpotężniejszych objawów stanowi zawsze o rozszerzeniu, przedłużeniu i pogłębieniu tej Tajemnicy. Oto jaką jedność tworzą Człowiek-Bóg i ludzie w Bogu. Tworzą jedność życiową, jednoczy ich bowiem uczestnictwo w Życiu.

Taka też droga prowadzi katechumena w tę noc od owego naocznego odkrycia w Zmartwychwstałym Życia, którego siły natury nie mogą zatamować, a więc i wydać z siebie nie zdołają, życia tedy nadprzyrodzonego – do Sakramentu Kościoła. Przejście to dokonuje się w oparciu o ścisłą logikę wiary. Skąd bierze się owa „logika” i co w ogóle oznacza? – Oznacza ona całą tę prawidłowość w myśleniu o rzeczywistości nadprzyrodzonej, która sprawia, że umysł nasz żyje w coraz gruntowniejszym pojednaniu z tajemnicami tej rzeczywistości. Owo „pojednanie” nie wyraża treści tylko negatywnej, jakiejś rezygnacji, wyraża ono właśnie treść pozytywną: odkrycie. Przecież odkrycie rzeczywistości nadprzyrodzonej jako rzeczywistości musi zawsze wiązać się z uznaniem zasadniczej niewspółmierności naszego rozumu, naszego przyrodzonego światła poznawczego w stosunku do istotnej treści tej rzeczywistości. Tylko światło Boże, tylko poznanie własne Boga wnika do dna tej nadprzyrodzonej rzeczywistości, wnika i wyczerpuje ją poznając. Jasna rzecz, że jeżeli człowiek w taki sposób pojedna się z tajemnicą, postąpi zgodnie z założeniami swojej ludzkiej logiki, która się przecież wyraźnie domaga zasadniczego rozróż- nienia między tym, co Boskie i nadprzyrodzone w istocie swojej, a tym co ludzkie i w istocie swojej przyrodzone. Ale nie tutaj kres zagadnienia. Człowiek bowiem przez wiarę dostę- puje rzeczywistego uczestnictwa w poznaniu Bożym, uczestnictwo to zaś oznacza nową treść i nowe światło poznawcze. Owo światło jest współmierne w stosunku do rzeczywistości nadprzyrodzonej. Jeśli więc ludzka logika człowieka wierzącego nakazuje mu pojednanie rozumu z tajemnicą, to natomiast logika wiary, opierając się na fakcie rzeczywistego uczestniczenia w poznaniu Bożym, usposabia tegoż człowieka do wnikania w tajemnice, które są treścią Objawienia. Ta treść stanowi dla niego obraz w wielu miejscach zaciemniony i trudny. Otóż właśnie wiara, zwłaszcza tzw. Wiara żywa, wyzwala w człowieku potrzebę rozjaśniania wielu mroków i znoszenia trudności, prócz tego zaś daje mu rzeczywiste światło po temu. Rozpoczyna się i narasta ów proces, w którym światło poznania nadprzyrodzonego naświetla dla rozumu wiele miejsc ciemnych i wiele spraw trudnych w treści Objawienia. Rzeczywistość nadprzyrodzona występuje w wyniku tego procesu coraz jaśniej. Chociaż ta jedność nie zdejmuje z niej pieczęci tajemnicy, choć rozum ludzki nie zyskuje samej oczywistości, nie „widzi” więc Boga w Jego trójosobowej jedności, nie „widzi” samego uczestnictwa w Bóstwie, które stanowi istotę łaski uświęcającej itd., to jednak pojmuje dużo więcej związków i zależności, jakie wiążą samą nadprzyrodzoną rzeczywistość, wyłania się dlań coraz bardziej z mroku cały organiczny system tego porządku, widzi wszystkie racje odpowiedniości. Daje mu to bardzo wiele uspokojenia, choć nie zaspokaja całej potrzeby „oczywistości” – widzenia. Jeśli zaś chodzi o „logikę wiary”, to ona w całym tym procesie zyskuje na wewnętrznej dojrzałości i praktycznej sile. Rzecz prosta: logika wiary rośnie z samej wiary. O ile rośnie z wnikliwości i prawidłowości myślenia? – O tyle, że światło nadprzyrodzone spożytkowuje prawidła myślenia w służbie swej treści.

Tak więc poprzez ową logikę wiary – prowadzi w człowieku wierzącym wewnętrzna droga od Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa do Sakramentu, od Sakramentu Wcielenia do Sakramentu Kościoła. Ojcowie – ludzie pełni wiary, ludzie nadprzyrodzonego poznania, często mawiali i pisali, że Sakrament Wcielenia stanowi pierwowzór wszystkich Sakramentów Kościoła, bo przez Sakramenta Kościoła odtwarza się w wierzących na sposób – rzecz jasna – analogiczny, niemniej rzeczywisty – wewnętrzna treść Wcielenia: zjednoczenie z Bogiem przez łaskę, udział w wewnętrznym życiu Boga.

Jeżeli więc tak na to spojrzeć, wówczas przejrzystym się staje dla nas ów – chciałoby się powiedzieć – geniusz liturgii. Wysunięcie Sakramentu przed Fakt w ciągu wigilii wielkanocnej dowodzi właśnie pełnego i wnikliwego rozumienia faktu. A nade wszystko – zrozumienia nadprzyrodzonego, nasyconego pełną świadomością tajemnic, zbudowanego na ścisłej logice wiary. Tę noc spędzali wierni na uczestnictwie Zmartwychwstania, czuwając. Całe zaś owo wigilijne czuwanie nie jest zbudowane na zasadzie „historycznego” tylko rozpamiętywania o zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa, ale na zasadzie wewnętrznego przynale- żenia do Chrystusa zmartwychwstałego. Nie jest ono tedy „historyczne”, ale sakramentalne.

3. Liturgia

Sakramenta odtwarzają Wcielenie. Wcielenie jest tajemnicą o tyle inną od tajemnic samego Bóstwa, że posiada ono również swoją stronę widzialną, historyczną, doświadczalną. Sakramenta podobnie. Łaska, której one udzielają, stanowi w nich nadprzyrodzoną tajemnicę wiary. Prócz tego jednakże posiadają i one swoją stronę widzialną, zewnętrzny znak łaski. Ów znak jest zwyczajnie bardzo prosty i wymowny, a składają się nań pewne czynności i słowa. Tak np. przy Chrzcie św. polanie wodą i słowa „ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”, przy Eucharystii chleb, wino i słowa ustanowienia. – Przypominamy te wszystkie szczegóły dlatego, żeby wskazać, jak ów zewnętrzny znak sakramentalny nosi w sobie zarodki liturgii. (Chodzi o pewne wyrównanie długu: liturgia nocy zmartwychwstania Pańskiego dostarczyła nam sposobności do rozwa żań o tajemnicach, trzeba teraz, aby to rozważanie rzuciło z kolei swój refleks na samą liturgię). Okazuje się bowiem, że nie sposób dotrzeć do jej istoty nie czując tego ścisłego związku, jaki zachodzi między nią a całym porządkiem tajemnic nadprzyrodzonych. Liturgia wywodzi się z porządku sakramentalnego, i aby móc właściwie ująć jej istotę, trzeba uchwycić ten stosunek, jaki zachodzi w każdym Sakramencie między łaską a znakiem, a w dalszej jeszcze perspektywie ów stosunek, jaki zachodzi we Wcieleniu między Osobą Bożą a Człowiekiem.

Stosunek między łaską a znakiem. Łaska jest to wewnętrzne życie człowieka jako jego uczestnictwo w Życiu Boga. Wiemy, że trudno jest wyrazić życie, zobiektywizować je, ujmując w zespół pojęć i słów. Jest ono zawsze po prostu faktem, i to faktem poniekąd niewyrażalnym. Można je przeżyć, ale nie można go opisać; opis zawsze będzie niewspółmierny. Jeżeli zaś liturgia wywodzi się z porządku sakramentalnego, wówczas musi się ona liczyć z Życiem, które jest nadprzyrodzone. Porządek bowiem sakramentalny stanowi z istoty swojej krąg tego Życia. Ośrodkiem porządku sakramentalnego i jego zenitem jest Tajemnica Wcielenia. I dlatego liturgia zawsze w ostatecznej analizie opiera się o Chrystusa i zawsze sobą ogarnia to, co z istoty swej nadprzyrodzone – to, co Boże w człowieku.

Człowiek, który jest żywym podmiotem liturgii – to człowiek widziany w szczególnym świetle. Liturgia nie tylko zakłada ową nadprzyrodzoną rzeczywistość w człowieku, ale liturgia również pracuje nad jej pogłę- bieniem i doprowadzeniem do stanu świadomości. Ta nadprzyrodzona świadomość: szersze, wnikliwsze otwarcie oczu wewnętrznych na rzeczywistość nadprzyrodzoną, musi być owocem liturgii. Tutaj spotyka się ona bezpośrednio z tymi prawami, według których żyje i rozwija się w człowieku wiara – cnota boska, nadprzyrodzona sprawność poznawcza.

Jeżeli zaś z jednej strony zakłada liturgia nadprzyrodzone tajemnice w człowieku i w ludzkości: Wcielenie i łaskę – to z drugiej strony ma ona poczucie „znaku”; wypływa przecież z porządku sakramentalnego. A więc nie tyle wyraża nadprzyrodzoną rze czywistość, ile ją oznacza. To zaś jest daleko więcej. Nadprzyrodzoną rzeczywistość wyraża Pismo święte, Tradycja. Liturgia czerpie z nich, ale ma funkcję szczególną. Oznacza fakty nadprzyrodzone, które się w jej odsłonach spełniają. Sakrament bowiem oznacza łaskę i udziela jej.

Takim postawieniem sprawy nie sposób rościć sobie praw do zamknięcia zagadnień liturgii. Chodzi tu dużo bardziej o klucz do ich otwarcia, o znalezienie właściwych biegunów napięcia, pomiędzy którymi liturgia tworzy się. Otóż – tworzy się ona i żyje pomię- dzy tajemnicą nadprzyrodzoną skupioną w człowieku i w ludzkości a – „znakiem”. Znak, ów, bywa oszczędny, bywa zwięzły. Ale dlatego też wstrząsająco prosty. Sprawy Boże w człowieku szukają sobie odpowiednika w takim znaku. I żywy człowiek – podmiot liturgii – odczuwa całą prawdę, całą autentyczność takiego zestawienia. Czasem ów żywy człowiek będzie mówił o „wspaniałej liturgii”. Tak właśnie jest, gdy chodzi o liturgię nocy Zmartwychwstania, kiedy ów „znak” rozrasta się w potężną wizję liturgiczną. Ale i wówczas nie należy przez to rozumieć jakiejś wspaniałości zewnętrznej, powierzchniowej. Jest to zawsze wspaniałość napięcia: między znakiem a Życiem. I stąd ową wspaniałość można naprawdę odkryć tylko przy współudziale głębokiego skupienia nad Życiem, które pod osłoną liturgii jest w Chrystusie i w nas.

„Znak” nr 34 (Kraków 1952), s. 287-296

Wróć na górę ↑